Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 października 2013

Cud - miód, czyli papryki zamknięte w słoiki...

Nie wiem, czy jest ktoś, kto nie lubi papryki. Jej zapach podkręcający kubki smakowe jest, jak dla mnie boski. Lubię ją w każdej postaci, dodaję do wielu potraw, a często chrupię na surowo. Leczo czy gulasz absolutnie nie mogą się bez niej obejść! Zimą jej ceny jednak przyprawiają o zawrót głowy i dlatego, kiedy jest w miarę tania, staram się ją pozamykać w słoiki, by móc zimą delektować się jej smakiem.

Poza walorami smakowymi ma wiele innych zalet,jest uważana za "rekordzistkę witaminową" - Papryka ma tyle witaminy C, że słynna cytryna nawet się z nią mierzyć nie może. Co więcej, podczas obróbki termicznej traci jej mniej, niż inne warzywa czy owoce, gdyż szybko osiąga miękkość, więc "męczymy" ją krócej. Mitem jest jednak opinia, że tylko papryka wcale nie traci swoich właściwości podczas gotowania czy pieczenia. Straty są jednak niewielkie (cytuję za "zdrowie.gazeta.pl")

No i  dlatego każdego roku targam woreczki z papryką do domu i układam w słojach. W moim domu króluje papryka z miodem - ma delikatnie słodki smak i można ją jeść dosłownie do wszystkiego - kanapek, koreczków, dań głównych, a nawet  sama jako przekąska dobrze smakuje. Miód ma jedynie walory smakowe, bo jak wieść gminna i naukowa niesie - miód podgrzany powyżej 70 stopni C traci wszystkie swoje cenne właściwości. 

Oczywiście zanim papryka wyląduje w słoikach, tak jak każde warzywo wymaga obróbki - należy osunąć gniazda nasienne, umyć. Umytą i pokrojoną na drobniejsze kawałki umieszczam w słoikach, wcześniej umytych dokładnie i wyparzonych  w piekarniku (zakrętki przechodzą tę samą drogę). Ze względu na oszczędność słoików i pracy, kroję ją wzdłuż na paski o szerokości ok. 2 cm.

Do każdego słoika dodaję:
2-3 ziarenka ziela angielskiego
1 listek laurowy
2 ziarenka pieprzu
1 łyżeczka miodu
1 łyżka oleju


Kiedy już gotowe i ułożone w słoikach przygotowuję zalewę:
8 szklanek wody
1 szklanka octu 10%
10-12 łyżek cukru
2 czubate łyżki soli

Gorącą zalewą zalewam paprykę w słoikach. Zakręcam, dbając o to, by brzegi słoika i zakrętki były suche. Pasteryzuję w zależności od wielkości słoików - małe - 10 minut, 0.9 litra - ok. 15, większe słoje 20 minut od zagotowania. Odwracamy słoiki do góry dnem, po ostygnięciu odwracamy i sprawdzamy, czy wszystkie słoiki dobrze się zamknęły.

Jeszcze nie zdarzyło się, żeby komuś nie smakowała ;-)

Umyta i przygotowana do pokrojenia



Już w słoikach po pasteryzowaniu
I gotowa do schrupania ;-)



środa, 7 sierpnia 2013

O czerwonej porzeczce....

Od dziś zmieniam zdanie o czerwonej porzeczce! Do tej pory nie była przeze mnie doceniana. Ale czas na odszczekanie ;-))) Jakoś zawsze, myśląc o czerwonej porzeczce, miałam wspomnienia o kompocie z tych owoców. Może dlatego, że przez długie lata często gościła na naszym stole jako kompot. 

W tym sezonie, otrzymawszy sporą porcję tych owoców, postanowiłam poszukać przepisu na porzeczkę w innej wersji. I na mojetworyprzetwory.blogspot.com znalazłam fantastyczny przepis na konfiturę. Zrobiłam ją według przepisu z bloga (no, może nie do końca tak dokładnie, ale o tym później) i wyszedł bardzo dobry dodatek do mięsa, smażonego sera camembert albo dodatek do innych potraw, według upodobań smakowych. Dziś ją spałaszowałam np. z białą mozzarellą i też mi smakowała.

Przepis podaję za wspomnianym blogiem:
 
Składniki:
  • 1,5 kg porzeczki
  • 0,7 kg cukru
Przygotowanie:

  • Porzeczkę przebieramy, myjemy
  • 1 kg porzeczki zasypujemy cukrem, dokładnie mieszamy, odstawiamy na 3-4 godziny
  • po tym czasie zaczynamy gotować na małym ogniu około 30 minut, zostawiamy do wystygnięcia
  • po około 5-6 godzinach gotujemy kolejne 30 minut na wolnym ogniu, następnie dosypujemy pozostałe 0,5 kg porzeczek i znowu na wolnym ogniu gotujemy około 15 - 20 minut
  • nakładamy gorące do słoików, dokładnie zakręcamy i pasteryzujemy - od zagotowania 15 minut
  
Ja swoją z lekka przegotowałam, bo zamiast 15-20 minut w ostatnim smażeniu wyszło mi pewnie z 30 minut w dodatku nie na takim małym ogniu, ale porzeczka nie straciła na smaku, trochę zgęstniała. Wyszła przepyszna i z pewnością zagości na naszym stole, bo w niczym jej nie ubywa do żurawiny czy borówki. 


Bardzo polecam, bo naprawdę warto przekonać się, że taki pospolity i mało wykorzystywany owoc może z powodzeniem być wykwintnym dodatkiem. 
Porzeczka kąpiąca się w cukrze

Porzeczka zamknięta w słoiczkach

wtorek, 30 lipca 2013

Śliwki nadziewane orzechami

Z serii przetwory na zimę... 

Przepis dostałam od swojej szwagierki, która jest doskonałą gosposią i chyba wszystko, co tylko rośnie, potrafi złożyć. I to w dodatku tak, że palce lizać... 

Dziś przepis na nadziane śliwki  ;-) 

Dojrzałe, ale twarde śliwki węgierki zalać wrzącym syropem (na litr wody - 1,5 - 2 kg cukru). Po ostygnięciu na drugi dzień, śliwki wyjąc, syrop zagotować i zalać znowu. Czynność powtarzać przez 3 dni. 
Na 3 dzień śliwki wyjąć, rozciąć delikatnie z boku, na tyle, żeby wyjąć pestkę i na jej miejsce włożyć  kawałek orzecha włoskiego. Nadziane śliwki zalać syropem i smażyć w tym syropku. Po usmażeniu, włożyć do gorących słoików, zalać syropem. wytrzeć dobrze słoik i nakrętkę. Zakręcić. Odwrócić do góry dnem.

Śliwki są doskonałe, słodkie, stanowią alternatywę do ciast i deserów. Smakują bosko.
Nie mam do nich zdjęcia, ale jak zrobię w tym sezonie, na pewno dołączę do bloga. 

Smacznego!